W Galerii Muzeum Regionalnego w Radomsku prezentowane były niepublikowane i nie wystawiane dotąd fotografie pochodzące z prywatnego zbioru Czesława Polcyna. Zdjęcia wykonane zostały w latach trzydziestych minionego wieku w znanym radomszczańskim atelier Emilia. Wybranym fotografiom towarzyszyły oryginalne szklane negatywy i stare aparaty podobne do tych, którymi zrobiono prezentowane zdjęcia.

Radomszczan portret dawny

Na szklanych płytkach utrwalone zostały twarze i postaci dzieci, kobiet, mężczyzn, członków radomszczańskich organizacji i urzędów, ważne wydarzenia z życia miasta i jego budynki. Bohaterowie tych zdjęć są w większości anonimowi, gros osób to żydowscy obywatele miasta, których nawet poznane nazwiska niewiele już dziś mówią. Dlatego podstawowym celem tej wystawy jest chęć rozproszenia owej anonimowości, próba odnalezienia przodków, identyfikacji miejsc i dat powstania zdjęć ocalonych przed zniszczeniem czy, w najlepszym wypadku, przed rozproszeniem. To punkt wyjścia do poszukiwań, które będą trwały zapewne latami.

W muzealnej Galerii można było zobaczyć 3 Majowe przemarsze grup sportowych, szkolenia wojskowe uczennic prywatnego gimnazjum, żeński chór PCK w opoczyńskich zapaskach… Ale patriotyzm, narastające przygotowania do wojny i ludowość, to tylko okazjonalna strona życia miasta. Odświętną stanowiły bale, kiermasze świąteczne, spektakle amatorskie i gościnne teatrów zawodowych w Kinemie, w sali Towarzystwa Dobroczynności i miejskiego ratusza. Zdjęcia te mogłyby stanowić doskonałą ilustrację do wspomnień obu braci Różewiczów czy diariusza Juliusza Osterwy. Pojedyncze i grupowe portrety dają spory przegląd powielanych latami studyjnych póz, malowanych kulis i sprzętów: stoliki, krzesła, kolumienki, ogrodowe ławeczki, gipsowe dzbany i bernardyny… Przed zapomnieniem broni je świeżość, radosna pogoda modeli i perfekcja wykonania. Najwdzięczniejsze są portrety pań. Zdjęcia w ówczesnym salonie fotograficznym wykonywane były w typowych dla danej pory roku ubraniach. Dlatego stare fotografie są tak różnorodne jak żurnale mód. I pełne akcesoriów, bez których ówczesna kobieta wydawałaby się mniej kobieca. Są też te kobiety bardziej nieśmiałe od współczesnych rówieśniczek i dlatego poszukują oparcia w zewnętrznych atrybutach w większym stopniu niż w sobie samych. Swoistym minorowym podsumowaniem okresu dwudziestolecia jest zdjęcie pogrzebu niemieckiego oficera wykonane na początku wojny.

Zakupione przez Czesława Polcyna szklane negatywy stanowią zapewne niewielki fragment archiwum fotograficznego. Ten jeden karton zawiera zdjęcia wykonane głównie w 1931 roku i kilka innych przypadkowo do nich dołączonych. Stanowi zapis wydarzeń w obrębie roku kalendarzowego (bale, zimowe stroje, wiosenne wycieczki, komunie, śluby i mnóstwo fotografii portretowej i legitymacyjnej), przez co jest swoistą syntezą każdego radomszczańskiego roku. Zbiór, przeniesiony prawdopodobnie z zakładu na strych jednej z kamienic znajdującej się na terenie getta, dzięki temu ocalał.

Historia atelier Emilia jest pasjonującym tematem. Studio należało do żydowskiej rodziny Weinbergów i mieściło się w pierwszej, licząc od strony ratusza, bramie radomszczańskiego rynku. Wszystkim, którym choć przez moment dane było żyć w przedwojennym Radomsku, „zaliczyli” wizytę w owym atelier. Rzetelność rzemiosła Weinbegów przyniosła im sławę lokalną, lecz dopiero córka – Thea – pisząca recenzje i fotografująca ludzi teatru i filmu, rozreklamowała zakład w całej Polsce. Zdjęcia wykonane w radomszczańskim studiu bywają zamieszczane nawet we współczesnych numerach „Kina”, w artykułach poświęconych przedwojennym aktorom.

Theę Weinberg zafascynował już film niemy. W latach dwudziestych przeprowadziła w Paryżu wiele wywiadów z ówczesnymi gwiazdami kina, jak M. Chavalier, L. Donnita, G. Swanson… Podziwiała i rozmawiała w Warszawie z gwiazdami polskiego kina, teatru i rewii. Przez dwa lata (1932–33) opublikowała szereg tekstów na łamach radomszczańskiego tygodnika „Gazeta Radomskowska”. Były to zresztą lata, w których piszące radomszczanki (trzy oprócz Weinberg) wyraźnie sfeminizowały oblicze „Gazety”. W Radomsku Thea Weinberg rozmawiała m.in. z występującym w Azaisie Verneuilla Kazimierzem Junoszą–Stępowskim o wymagającej prowincjonalnej publiczności, która „chodzi rzadko do teatru i dlatego teatr jest dla niej świętem. A święto musi być uroczyste,(…)” (G.R. 1932 nr 23). W innym artykule (G.R. 1933 nr 14) opisała cały dzień spędzony w Radomsku w towarzystwie Bogdy, Brodzisza, Contiego, Cybulskiego, Skrobeckej i zdjęcia wykonane im w atelier Emilia. Weinberg pisała nie tylko z dużą znajomością tematu, ale i wielkim zaangażowaniem i – nawet dziś – imponującym krytycyzmem. I bez cienia wstydu z prowincjonalności miejsca i fotograficznego studia.

Beata Anna Symołon

Powrót  |  Galeria


Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.