Logo Muzeum

MUZEUM REGIONALNE

TEKSTY HISTORYCZNE

BUDOWNICTWO „TATARSKIE” W STOBIECKU MIEJSKIM

Określenia „tatarskie” na omawiany typ zagród używali i używają do dzisiaj mieszkańcy Stobiecka Miejskiego i okolicznych miejscowości.

Wieś Stobiecko Miejskie jeszcze w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku ,leżała około cztery kilometry na południowy zachód od Radomska. Obecnie teren ten leży w granicach miasta. Obszar dawnej wsi przecina droga łącząca Radomsko z trasą Warszawa – Katowice. Wpływa to na zacieranie się planu dawnej wsi, gdyż obecnie najwięcej nowych domów powstaje przy tej właśnie drodze – czyli ulicy Brzeźnickiej. Najstarsza część wsi znajdowała się w sąsiedztwie kościoła Św. Rocha , w obrębie ulic: Brzeźnickiej, Św. Rocha, Skorupki, Korczaka, Sobieskiego, Częstochowskiej.

Najstarsza wzmianka o tej miejscowości pochodzi z wydanego w 1266 r. w Maluszynie przywileju Leszka Czarnego, którym sprzedał on wójtostwo w Radomsku i wsi Stobiecko Godynowi. Dokument ten wyraźnie stwierdza, że mieszkańcy wsi i miasta cieszą się takimi samymi przywilejami i mają jednakowe obowiązki. Na podstawie tego dokumentu mieszkańcy Stobiecka uważali się za rolników miejskich a więc ludzi wolnych. Czemu dali dobitny wyraz broniąc się w 1836 r. przed oczynszowaniem posiadanych gruntów.

Jak głosi miejscowa tradycja, w Stobiecku Miejskim osiedlili się w dawnych czasach jeńcy tatarscy. Bożenna Paszkowska – Wróblewska i Jan Piotr Dekowski, którzy prowadzili badania w Stobiecku Miejskim i okolicy w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, przytaczają liczne opinie o mieszkańcach tej wsi zaczerpnięte od sąsiadów. Przezywano ich : Tatarami, Kluchami, Karaskami. O ich tatarskości miały świadczyć następujące fakty: że mają chałupy tatarskie, że pola orzą w półksiężyc i dzielą je na morgi a nie na zagony, że nazwa ich wsi wywodzi się od stu biesów (jak miał określić przyprowadzonych tu w dawnych czasach 100 jeńców tatarskich pewien rycerz). Informatorzy mówili też wyżej wspomnianym badaczom, że mieszkańcy Stobiecka żenią się między sobą jak cyganie i że żadna panna nie wyjdzie z ich wsi – najwyżej kaleka. Uważano mieszkańców Stobiecka za zamkniętą grupę nieufną wobec obcych. Przypisywano im też wprowadzenie uprawy tatarki – gryki w okolicach Radomska. Informowano często o ich skłonności do zbyt żwawych tańców i biesiad. Uważano, że mowa ich jest nosowa i charakteryzuje się opuszczaniem części liter w wyrazach. Powtarzano legendę o ich charakterystycznych płaskich nosach. Według niej ojcowie mieli brać kilkuletnich synów na kalenicę domu uderzać ich wałkiem w nos i pokazywać im kierunek w którym będą jeździć z kaszą do sprzedania. (Wielu mieszkańców Stobiecka Miejskiego trudniło się handlem kaszą tatarczaną.) Wielu współczesnych mieszkańców Stobiecka Miejskiego traktuje opowieści o ich tatarskim pochodzeniu jako nieprawdziwe i krzywdzące. Ze złością wyjaśniają, że są od pokoleń katolikami o czym świadczy stary kościół a Tatarami przezwano ich od uprawy tatarki i handlu kaszą. Część starszych ludzi zaś spokojnie przyznaje, że „tak mówią”. Spotkałam też kobietę nie pochodzącą z rdzennej ludności wsi, która wspominała, że przed II wojną gdy zamieszkała w Stobiecku u męża, kobiety gromadziły się wieczorami przy kilku wspólnych studniach i że początkowo nie rozumiała ich nosowej i niestarannej mowy. Jako dowód na istnienie tatarskich tradycji uważała zwyczaj zawierania związków małżeńskich między mieszkańcami wsi, wrogość do obcych kawalerów odwiedzających stobieckie panny i fakt zastępowania w sąsiedzkich rozmowach nazwisk określeniami: Janka Maryśki Kasinej lub Franek Józefa Karolowego.

Zagrodę „tatarską” zamieszkiwała jedna rodzina, czasem wraz ze starymi rodzicami. Zagrody takie przestano budować już przed I wojną światową. W dwudziestoleciu międzywojennym zaczęto rozbierać najstarsze zniszczone obiekty całkowicie lub częściowo. Najdłużej zachowywał się dom.

Dom w zagrodzie „tatarskiej” usytuowany był szczytem do drogi. Składał się z sieni, izby i komory. Posiadał dwa wejścia od strony drogi – w ścianie szczytowej i w długiej ścianie od podwórza. To drugie otwierało się z szopy – wozowni bądź za nią z podwórza. Drzwi w ścianie szczytowej otwierane były tylko z okazji największych uroczystości rodzinnych i kościelnych. Na codzień wchodzono do zagrody przez furtkę w szopie – wozowni a potem do sieni przez drzwi od podwórza. W sieni znajdował się szeroki komin i otwór w suficie wiodący na strych. Drzwi wewnętrzne prowadziły z sieni do izby. Izba była dość duża ale raczej ciemna bo miała tylko jedno okno od strony podwórza. W izbie od strony komina był piec chlebowy i piec do gotowania. Za izbą była komora. Jedne drzwi łączyły komorę z izbą – drugie wychodziły na podwórze. Za komorą znajdowała się obora z osobnymi drzwiami na podwórze. Dalej przylegała stodoła. Domy budowano z grubych bali sosnowych pod podwaliny podkładano kamienie polne – największe na rogach. Podwaliny tworzyły progi w drzwiach a od strony drogi przedłużały się w próg furtki. Na podwalinach spoczywało 7 – 8 grubych bali tworzących ściany. Dachy poszywano słomą. Domy od strony drogi miały dach przyczółkowy, wysunięty przed ścianę na wystających końcach górnych belek ścian nazywany „wystawką”.

Szopa – wozownia posiadała tylko dach i jedną ścianę zewnętrzną. Od strony drogi, na całą wysokość, zamykały ją brama i furtka. Od strony podwórza była całkowicie otwarta. Służyła jako wozownia i do przechowywania narzędzi rolniczych a na jej strychu gromadzono siano. Do szopy – wozowni przylegały stajnia, chlewik dla drobiu i drwalnia. Zabudowania te wraz z szerokością ściany szczytowej domu stanowiły szerokość zagrody i tworzyły jej zamkniętą ścianę od strony drogi.

Według informacji zebranych przez Bożennę Paszkowską – Wróblewską jedną z głównych przyczyn zanikania tego typu budownictwa były liczne pożary nękające Stobiecko. Podaje ona za swoimi informatorami, że „około 1900 spaliło się 8 domów, a w 1919r. około 6 domów; w 1921r. pożar zniszczył 30 domów a w 1927 r. 20 domów”. W 2001 r. starsi mieszkańcy mówili mi, że pamiętają z okresu okupacji po prawej stronie ulicy Św. Racha długi rząd zagród „tatarskich”. Wspominali, że pod ich słomianymi okapami można było w czasie deszczu przejść całą ulicę nie moknąc a końce tych okapów zwieszały się nisko na wysokość wyciągniętej ręki dziecka. Budynki te stopniowo rozebrano po II wojnie światowej i zastąpiono nowymi murowanymi.

Obecnie w dawnym Stobiecku Miejskim istnieje tylko jedna całkowicie zachowana zagroda „tatarska” – położona przy ulicy Częstochowskiej nr 9. Jest własnością Aleksandra Dziegcia. Zbudowana została w 1875 roku przez cieślę Adama Gałwę. Obok niej sa dwa domy przebudowane z dawnych „tatarskich” zagród, przy ulicach Częstochowskiej i Św. Rocha i jeden dom w stanie całkowitej ruiny.

Zagroda rodziny Dziegciów położona jest w pobliżu ulicy Brzeźnickiej, przy pętli autobusu miejskiego. Jest obiektem w całości zachowanym bez późniejszych przeróbek i dodatków niszczących pierwotny charakter obejścia. Ten ostatni relikt zabudowy „tatarskiej” mógłby otoczony należytą opieką stanowić nie tylko piękny pomnik przeszłości ale i wizytówkę miasta. Po wykupieniu i odrestaurowaniu byłby świetną częścią reprezentacyjną większego zespołu hotelowo gastronomicznego. Mógłby przyciągać turystów nie tylko unikalną atmosferą i barwnymi legendami o miejscu i ludziach ale też potrawami kuchni regionalnej. W szczególności potrawami z kaszy i mąki tatarczanej produktów niegdyś wyrabianych i sprzedawanych przez kaszarzy stobieckich. Wygodny dojazd od trasy Katowice – Warszawa wydaje się być dodatkowym argumentem przemawiającym za takim wykorzystaniem ostatniej zagrody „tatarskiej” w dawnym Stobiecku Miejskim.

Krystyna Filarowska
Kustosz Muzeum Regionalnego w Radomsku

Powrót


Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.